|

Gadu-Gadu i Nasza Klasa mogą się połączyć?
08.02.2010, 17:07 | komentarze (0)
 Rosyjska firma DST, która ma ponad 75 proc. udziałów w internetowym serwisie Nasza-Klasa.pl, rozmawia z południowoafrykańskim holdingiem Naspers, kontrolującym komunikator Gadu-Gadu, o połączeniu polskich aktywów - podał rosyjski "Kommiersant".
Jak pisze dziennik, Naspers przeprowadza obecnie due dilligence (badanie prawne i finansowe) holdingu Forticom, który posiada udziały kilku internetowych serwisów społecznościowych: Nasza-klasa.pl, rosyjskiego Odnoklassniki.ru oraz litewskiego i łotewskiego One.lt i One.lv.
Źródło zbliżone do rozmów powiedziało gazecie, że "jeśli dojdzie do połączenia, to będzie ono na poziomie Nasza Klasa i Gadu-Gadu".
"Jak uważają eksperci, połączenie Naszej-Klasy i Gadu-Gadu uprości przyciągnięcie reklamodawców, a obniżenie kosztów (chociażby z tytułu połączenia sprzedaży i uniknięcia dublujących się prac) pozytywnie odbije się na dochodowości biznesu" - pisze "Kommiersant".
Spekulacji tych nie chcą komentować ani przedstawiciele Naspers ani DST.
Dominik Kaznowski, przedstawiciel Naszej-Klasy, także odmówił komentarza w sprawie połączenia NK i GG.
- Nie komentujemy spekulacji mediowych. Tak jak wcześniej już informowaliśmy Nasza-klasa jest od samego początku rentowna, a w ubiegłym roku przychody firmy wzrosły szybciej niż rynek reklamy internetowej - powiedział Dziennikowi Internautów Dominik Kaznowski.
Nasza Klasa w listopadzie 2009 roku miała blisko 65% zasięg w polskiej sieci z 11,2 mln realnych użytkowników (wg badania Megapanel PBI/Gemius) i zajmowała 3 pozycję wśród najbardziej popularnych grup witryn w Polsce i tę samą pozycję w rankingu domen.
Przedstawiciele Gadu-Gadu nie chcą komentować ani doniesień dotyczących ewentualnego połączenia, ani sugestii analityka rosyjskiej gazety dotyczących słabych wyników finansowych. Warto przypomnieć, że komunikator Gadu-Gadu to - z zasięgiem ponad 40% - wciąż najpopularniejsze narzędzie do bezpośredniej komunikacji w polskiej sieci. Według badania Megapanel w listopadzie 2009 roku z sieci tej skorzystało blisko 7 mln realnych użytkowników. Jarosław Rybus, rzecznik prasowy GG Network SA, powiedział Dziennikowi Internautów, że obecnie firma odnotowuje około 10 mln aktywnych kont w swojej sieci. Z kolei witryny z grupy GG Network odwiedziło w listopadzie 5,5 mln realnych użytkowników.
Zapewne nie wszyscy użytkownicy NK są jednocześnie użytkownikami GG, można zatem podejrzewać, że taka fuzja na polskim rynku mogłaby spowodować roszadę na czołowych pozycjach rankingu popularności grup witryn, o ile tak znane marki zdecydowałyby się na włączenie do jednej grupy.
WikiLeaks niedługo powróci
08.02.2010, 10:32 | komentarze (0)
 Udało się zabezpieczyć finansowanie dla technicznej części projektu. Już niedługo serwis WikiLeaks powróci do sieci i ponownie zacznie publikować niewygodne dokumenty i informacje.
W zeszłym tygodniu Dziennik Internautów poinformował, że serwis WikiLeaks zawiesił działalność. Powodem były niewystarczające na utrzymanie środki finansowe. Na czysto techniczną stronę projektu potrzeba około 200 tysięcy dolarów, tymczasem serwisowi udało się uzbierać jedynie 130 tysięcy. Na opłacenie pensji osób zajmujących się projektem potrzebnych jest kolejne 400 tysięcy dolarów.
Ze względu na charakter swojej działalności serwis nie ma co liczyć na wsparcie dużych firm czy też rządów - umieszczane tam dokumenty często godzą bowiem w ich interesy, prezentując niewygodne fakty. WikiLeaks, podobnie jak Wikipedia, utrzymuje się z datków osób prywatnych.
Z tym jest poważny problem - internauci wciąż nie są oswojeni z myślą, że aby coś mogło pozostać darmowe, trzeba za to zapłacić (sytuacja identyczna, jak w londyńskim British Museum - wstęp jest bezpłatny, jednak wszyscy zachęcani są do przekazania choćby kilku funtów na utrzymanie).
WikiLeaks w serwisie Twitter poinformował, że udało się zebrać kwotę 200 tysięcy dolarów, co pozwoli mu na powrót do sieci. Wciąż trwać jednak będzie zbiórka, by udało się pokryć pensje osób poświęcających swój czas dla projektu.
Sytuacja serwisu nadal pozostaje niepewna. Nie wszyscy bowiem będą skłonni do darmowej pracy na jego rzecz. A już za rok trzeba będzie zebrać kolejne 200 tysięcy dolarów lub nawet więcej, by WikiLeaks dalej mógł działać. Każdy, kto chciałby wesprzeć projekt, na jego stronie znajdzie odpowiednie informacje.
Facebook dziękuje Microsoftowi za współpracę
08.02.2010, 10:31 | komentarze (0)
 Częścią reklam w serwisie społecznościowym będzie ponownie zarządzał on sam. Ma to zapewne związek z pozytywnymi wynikami finansowymi Facebooka.
Facebook, największy serwis społecznościowy świata, liczący około 400 milionów użytkowników, częściowo kończy współpracę z Microsoftem. Chodzi o część reklam, które się wyświetlają w serwisie - graficzne i tekstowe były do tej pory zarządzane przez koncern z Redmond, teraz się to zmieni. Tymi pierwszymi rozporządzać ponownie będzie sam Facebook. Umowa dotycząca reklam tekstowych została przedłużona poza rok 2011. Nie wiadomo dokładnie, na jak długi okres - podaje agencja Reuters.
Nie powinno to jednak w żadnym stopniu wpłynąć na realizację porozumienia z października ubiegłego roku, na mocy którego część zasobów serwisu dostępna będzie w wyszukiwarce Bing. Warto w tym miejscu przypomnieć, że nie wszystkie wpisy pojawiać się będą w wynikach wyszukiwania Binga - znaczna ich część dotyczy bowiem prywatnego życia internautów.
Przedstawiciele Facebooka podkreślili, że są w stanie w bardziej efektywny sposób wykorzystać informacje o użytkownikach, by dostarczać im tylko takich reklam, którymi faktycznie mogą być zainteresowani. Microsoft nie oferował w tej kwestii żadnych specjalnych rozwiązań dla serwisu.
Decyzja serwisu podyktowana była zapewne także dobrymi wynikami finansowymi - serwis w sierpniu 2009 osiągnął pozytywny wskaźnik przepływu gotówki (wcześniej niż pierwotnie zakładano), co oznacza, że jest w stanie samodzielnie zarobić na własne utrzymanie. Teraz chce zapewne tę tendencję nie tylko utrzymać, ale także umocnić. Stąd decyzja o przejęciu kontroli nad częścią reklam - im bardziej będą one targetowane, tym staną się bardziej atrakcyjne dla reklamodawców.
Zdecydowana większość przedsięwzięć internetowych nastawiona jest na osiąganie zysków, serwisy społecznościowe nie są w tym zakresie inne. Jeśli chcemy, by większość usług nadal była bezpłatna, konieczne wydaje się zgoda na to, by oglądać reklamy i czasem w nie kliknąć.
Łatanie i koniec wsparcia
08.02.2010, 10:31 | komentarze (0)
 Po dość spokojnym styczniu Microsoft pragnie w lutym opublikować aż 13 biuletynów dotyczących 26 luk.
Pięć z nich określono jako „krytyczne”, siedem jako „ważne”, zaś jedynie jeden jakoś „średnio istotny”. Trzy z pięciu krytycznych błędów znajduje się w dwóch ostatnich systemach Microsoftu – Windows Vista i Windows 7. Jeden z biuletynów dotyczy wszystkich objętych wsparciem wersji „Okien”.
Z kolei dwa publikowane we wtorek biuletyny dotyczą luk w pakiecie Microsoft Office. Microsoft poinformował również, iż 13 lipca planuje zakończyć obsługę techniczną dla systemów Windows XP Service Pack 2 i Windows 2000.
Dzień Bezpiecznego Internetu
08.02.2010, 10:27 | komentarze (0)
 9 lutego obchodzić będziemy Dzień Bezpiecznego Internetu.
Jego celem jest uświadomienie użytkownikom zagrożeń, jakie płynie z Sieci.
„Dlaczego to ja miałbym być celem ataków? Przecież nie mam nic cennego na swoim komputerze” – to typowe podejście użytkowników do surfowania w Internecie. Statystyki jednak świadczą o tym, że takie zachowanie jest zarówno lekkomyślne jak i ryzykowne. Według ekspertów Kaspersky Lab, cyfrowe zanieczyszczenie gwałtownie wzrasta.
Każdego dnia pojawia się do 30 000 nowych zagrożeń internetowych. Co więcej, liczba ta nieustannie zwiększa się. Badanie przeprowadzone niedawno przez Forsa Institute dla niemieckiego stowarzyszenia BITKOM pokazuje, że 38% użytkowników Internetu powyżej 14 lat – około 20 milionów Niemców – miało styczność z oprogramowaniem crimeware. Pokazało również, że portale społecznościowe stały się ostatnio szczególnie popularną platformą do rozprzestrzeniania szkodliwego oprogramowania.
„Przewidujemy, że oprogramowanie crimeware wykorzystujące portale społecznościowe będzie jednym z najszybciej rosnących zagrożeń w 2010 roku” – powiedział Magnus Kalkuhl, analityk zagrożeń pracujący w Kaspersky Lab Europe. „W pełni popieramy inicjatywę Dnia Bezpiecznego Internetu, która pomaga promować bezpieczniejsze i bardziej odpowiedzialne korzystanie z Internetu, zwłaszcza wśród dzieci i starszych osób”.
Aktualne statystyki użytkowników dla Niemiec oraz Stanów Zjednoczonych pokazują, że młodzi internauci z grupy wiekowej 12-19 lat korzystają z Internetu głównie w celach komunikacyjnych. Przez około 50% czasu spędzanego online młodzi ludzie przebywają na portalach społecznościowych lub korzystają z komunikatorów internetowych i programów pocztowych. Wielu z nich nie jest świadomych, albo nie przejmuje się faktem, że mało rygorystyczne ustawienia bezpieczeństwa sprawiają, że każdy może przeczytać ich informacje. Przy pomocy wyszukiwarki każdy może zebrać dane osobowe ze źródeł internetowych, takich jak profile na Facebooku czy listy życzeń w sklepie internetowym. Informacje te mogą następnie wykorzystać do stworzenia pełnego profilu osobowego. Trzeba również pamiętać, że często nie można całkowicie usunąć zdjęć czy komentarzy opublikowanych na portalach społecznościowych. Takie informacje mogą mieć wpływ na to, jak potencjalni pracodawcy ocenią aplikacje o pracę. Hasło Dnia Bezpiecznego Internetu 2010 – „Pomyśl, zanim wyślesz” – jest wskazówką, jak postępować podczas korzystania z portali społecznościowych.
Hazard w Unii Europejskiej jest pod rządową kontrolą
07.02.2010, 19:58 | komentarze (0)
 Prawo unijne dopuszcza wprowadzanie przez państwa ograniczeń w sektorze gier losowych. Zakazy dotyczą promocji i organizowania zakładów przez internet.
Jednak prawo unijne nie zabrania promowania gier losowych przez przedsiębiorców. Jeśli firma chce zwiększyć sprzedaż, to może urządzić loterię, a przystąpienie do niej uzależnić od zdobycia określonej liczby punktów za zakupione towary. Bezpłatny udział konsumenta w loterii to typowe działania handlowe – stwierdził w wyroku z 14 stycznia 2010 r. unijny Trybunał Sprawiedliwości. Bezpośrednim celem tego zabiegu jest promocja i zwiększenie sprzedaży pewnych towarów.
Praktyki zakazane to takie, które wprowadzają w błąd np. poprzez twierdzenie, że produkty są w stanie zwiększyć szanse na wygraną w grach losowych (ma to miejsce w sytuacji, gdy np. promocja płyt CD zachęca do kupna przez obietnicę, że zakup pięciu daje 100-proc. szansę na wygraną darmowego biletu na koncert). Zakazane są też wszelkie agresywne formy zachęcania do udziału w grach losowych.
Prawo unijne pozwala na ograniczanie przez państwa organizowanie i urządzanie gier losowych na swoim terytorium w celu ochrony klientów przed nadmiernymi wydatkami hazardowymi. Ponadto ograniczenia prawne mogą też zapobiegać w ten sposób oszustwom o znacznych rozmiarach związanych z grami losowymi. Co istotne, Trybunał Sprawiedliwości dopuszcza działanie monopolu jednej firmy na prowadzenie takiej przedsiębiorczości.
Znaki towarowe w sieci na usługach konkurentów
07.02.2010, 10:38 | komentarze (2)
 Google zachęca firmy do reklamowania się za pomocą najpopularniejszej wyszukiwarki przez użycie programu AdWords. Użycie słów kluczy zastrzeżonych jako znaki towarowe prowadzi jednak do sporów - mówi Marcin Fijałkowski, rzecznik patentowy i radca prawny współpracujący z kancelarią Baker & McKenzie.
Krzysztof Polak: Trwa kampania firmy Google adresowana do przedsiębiorców i mająca na celu zachęcenie ich do reklamowania się przy użyciu programu AdWords. Budzi to jednak wiele zastrzeżeń prawnych. Czy posługiwanie się programem AdWords w celach reklamowych jest legalne?
Marcin Fijałkowski: Korzystanie z programu AdWords oraz jemu podobnych jest zgodne z prawem. Programy te pozwalają przedsiębiorcy na lepsze pozycjonowanie swojej oferty w internecie i docieranie z nią do odbiorców. Oczywiście, jak wiele legalnych narzędzi, tego typu programy mogą zostać wykorzystane przez użytkowników do działań, których legalność jest dyskusyjna.
A więc kontrowersje, jakie budzi adWords, także w krajach zachodnich, nie są całkowicie bezpodstawne?
Program AdWords budzi kontrowersje przede wszystkim z powodu możliwości wpisania jako słowa klucza cudzych znaków towarowych – wpisanie tego słowa do wyszukiwarki przez internautę skutkuje pojawieniem się wśród linków sponsorowanych reklamy osób, które wykupiły dane słowo jako słowo klucz. Przykładowo, producent opon o marce Y zamawia jako słowo klucz nazwę „oponer” używaną przez firmę konkurencyjną dla opon cieszących się uznaniem klienteli ze względu na swoją wysoką jakość. W ten sposób, klient poszukujący opon renomowanej marki „oponer” po wpisaniu nazwy „oponer” do wyszukiwarki natrafia na reklamę opon Y umieszczoną w widocznym miejscu. Nie trzeba nikomu tłumaczyć, że „oponer” nie jest z tej sytuacji zadowolony i uważa, że jego uprawnienia wynikające z rejestracji znaku towarowego bezprawnie zostały naruszone. Ponadto, jeżeli właściciel marki „oponer” także zamawia słowo „oponer” jako słowo klucz, to koszt reklamy AdWords rośnie.
Pojawiło się więc pytanie, czy z jednej strony oferowanie przez wyszukiwarki, a z drugiej strony korzystanie przez ich klientów z cudzych znaków towarowych stanowi naruszenie praw do znaku towarowego konkurenta lub ewentualnie czyn nieuczciwej konkurencji. Wbrew pozorom pytanie okazało się bardzo trudne.
Czy to oznacza, że obowiązujące przepisy nie pozwalają na jednoznaczną ocenę omawianej praktyki?
Przepisy definiujące czyny nieuczciwej konkurencji nie są w zasadzie zharmonizowane na poziomie Unii Europejskiej. Dlatego nikogo nie powinny dziwić skrajnie różne wyroki w niemal identycznych sprawach. Jednak prawo znaków towarowych jest praktycznie jednolite na terytorium całej Unii Europejskiej i dlatego wyroki dotyczące podobnych faktów powinny być zasadniczo podobne. Tymczasem sądy w różnych krajach Unii zajmowały skrajnie różne stanowiska w bardzo podobnych sprawach.
Czy Apple chce monopolu na reklamę mobilną?
06.02.2010, 23:49 | komentarze (5)
 Najpierw firma nie chciała wpuścić na swoje podwórko VoIP, teraz wygląda na to, że sytuacja się powtarza, ale z reklamą mobilną. Apple najwyraźniej nie chce oddać pola Google.
Na początku stycznia br. Apple poinformowała o zakupie za 275 milionów dolarów firmy Quattro Wireless, zajmującej się reklamą mobilną. Krok wydaje się być wymierzony w Google, która w listopadzie 2009 roku wydała trzykrotnie więcej na firmę AdMob. Specjaliści wskazują jednak, że cały rynek reklamy w telefonach komórkowych nie jest jeszcze wart tyle, ile obie firmy wydały na akwizycje. Jednak coś zdaje się być na rzeczy, skoro dwóch ważnych graczy angażuje takie środki finansowe.
Wygląda jednak na to, że firma Steve'a Jobsa zamierza sama czerpać profity z reklam wyświetlanych w zależności od położenia użytkownika. Serwis VentureBeat informuje, że w poradach dla twórców oprogramowania znalazła się informacja, że nowo tworzona aplikacja zostanie zwrócona jego twórcy, jeśli wykorzystuje mechanizm lokalizowania użytkownika głównie dla celów dostarczenia mu odpowiednio dobranej reklamy.
Możemy mieć tutaj do czynienia z sytuacją analogiczną, jak w przypadku Google Voice - aplikacja nie została dopuszczona do App Store oficjalnie dlatego, że była niezgodna ze specyfikacją techniczną, a ponadto kolidowałaby z funkcją dzwonienia wbudowaną w iPhone'a. Ostatecznie okazało się, że mieliśmy do czynienia ze zmową Apple oraz AT&T, które nie chciały dopuścić do tego, by użytkownicy dzwonili z wykorzystaniem VoIP.
Zatrzymanie dla siebie możliwości wykorzystania lokalizacji użytkownika do serwowania mu odpowiednich reklam może być żyłą złota dla Apple - sytuacja jest bowiem analogiczna do reklam kontekstowych w wyszukiwarce Google. Pewnym pocieszeniem dla konsumentów i reklamodawców może być fakt, że od samego początku konkurować będą ze sobą dwie silne firmy, co sprawi zapewne, że ceny nie będą wysokie, a i uciążliwość dla klientów niższa.
Niemniej jednak wykorzystanie informacji o naszej lokalizacji jest kolejnym krokiem w naszą prywatność. Gdy już części z nas udało się uwolnić od reklam w przeglądarkach, firmy znalazły sposób, by znowu nas informować o promocjach w księgarniach, restauracjach czy biurach turystycznych. Nie minie zapewne dużo czasu, gdy także i na to inni programiści znajdą lekarstwo.
Mozilla: dodatki do Firefoksa były zainfekowane!
06.02.2010, 18:54 | komentarze (1)
 Mozilla ostrzegła na swym blogu wszystkich użytkowników przeglądarki Firefox o dwóch zainfekowanych trojanami dodatkach, które to zostały udostępnione na stronie addons.mozilla.org!
Zgodnie z ostrzeżeniem, dodatek Master Filer zawierał specjalizującego się w wykradaniu haseł trojana LdPinch, natomiast Sothink Web Video Downloader w wersji 4.0 był zainfekowany trojanem Bifrose.
Z opublikowanego komunikatu wynika, że oba dodatki zostały do czasu odkrycia zagrożenia pobrane przez sporą grupę użytkowników:
Master Filer was downloaded approximately 600 times between September 2009 and January 2010. Version 4.0 of Sothink Web Video Downloader was downloaded approximately 4,000 times between February 2008 and May 2008. Master Filer was removed from AMO on January 25, 2010 and Version 4.0 of Sothink Web Video Downloader was removed from AMO on February 2, 2010.
W związku z zaistniałą sytuacją, Mozilla jednocześnie zapewnia, że rutynowa kontrola antywirusowa wszystkich dodatków została rozbudowana o dwa kolejne narzędzia detekcyjne.
Wniosek z całej sytuacji jest prosty. Nie ufajmy w to, że ktoś zadba o nasze bezpieczeństwo za nas. Pamiętajmy jednocześnie, że w razie jakichkolwiek wątpliwości, możemy w stosunkowo prosty sposób przetestować dany plik na obecność dowolnego złośliwego oprogramowania z pomocą darmowych usług dostępnych online.
Meksyk: Chcą kontroli nad Twitterem
06.02.2010, 18:53 | komentarze (0)
 Władze Meksyku nie chcą bezczynnie przyglądać się temu, jak serwisy społecznościowe przyczyniają się do wzrostu przestępczości. Pytanie tylko, czy ustawą da się ten problem rozwiązać?
Serwisy społecznościowe i mikroblogi to niewątpliwie potężne narzędzia w rękach dzisiejszych internautów. Dzięki nim utrzymujemy kontakty z naszymi znajomymi (ich jakość to już jednak osobna sprawa, poruszana już kilkukrotnie choćby przez hierarchów Kościoła Katolickiego czy psychologów), wymieniamy się filmami czy informujemy cały świat, co w danym momencie robimy. Serwisy tego typu to także ważne narzędzia walki politycznej.
O Twitterze zrobiło się głośno podczas ataków terrorystycznych w listopadzie 2008 roku w Bombaju, gdy stał się on pierwszym medium na miejscu wydarzeń - uwięzieni w hotelu turyści relacjonowali na żywo, co się dzieje. Korzystali z niego także irańscy opozycjoniści w czasie zeszłorocznych wyborów prezydenckich, co jednak skończyło się krwawymi represjami.
Nie wszystkie rządy są jednak zwolennikami wolnego przepływu informacji przez blogi czy fora dyskusyjne. Troska o bezpieczeństwo obywateli przeważa nad zapewnieniem im wolności i poszanowania prywatności. Wysoka przestępczość w Meksyku skłoniła władze tego państwa do bliższego przyjrzenia się działalności serwisów społecznościowych - podaje serwis Seattle Pi. Tym, co bezpośrednio do tego się przyczyniło, były wpisy na jednym z kont w serwisie Twitter, gdzie kierowcy informowali się o punktach kontroli trzeźwości prowadzących pojazdy.
Rząd jest tym bardzo zaniepokojony, gdyż praktyki takie mogą faktycznie doprowadzić do wzrostu liczby wypadków i ofiar. Z kolei Facebook w łatwy sposób umożliwia znalezienie rodziny prominentnych polityków i urzędników państwowych celem ich porwania dla okupu. To także jedna z plag środkowoamerykańskiego państwa.
Projekt ustawy wciąż jest uzgadniany, dotychczasowe protesty przeciwko niemu sprawiły jedynie, że władze zaczęły używać innego języka. Niemniej jednak pomysł pozostanie niezmieniony - karze podlegać mają osoby łamiące prawo lub to ułatwiające i umożliwiające. Na mocy nowego prawa miałaby zostać powołana specjalna cyberpolicja, która monitorowałaby aktywność internautów.  Strony: pierwsza | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 ... | ostatnia |