|

Jak usunąć dane z USB flasha
10.03.2010, 11:23 | komentarze (0)
 Zatrzymany przez agentów Secret Service mieszkaniec Nowego Jorku starał się w dość niecodzienny sposób zniszczyć informacje znajdujące się w pamięci flash.
Florin Necula postanowił bowiem zaraz po osadzeniu w areszcie w Brooklynie połknąć pamięć flash Subject Flash Driver 2.
Gdy po czterech dniach Neculi nie udało się wydalić dowodu rzeczowego, zgodził się na zabieg chirurgiczny usuwający przedmiot z układu pokarmowego.
Przedstawiciel firmy Kingston nie mógł jasno stwierdzić, czy znajdująca się w żołądku pamięć mogła zostać zniszczona na tyle, by zapisane w niej dane stały się bezużyteczne.
„Jak możecie podejrzewać, nie mamy doświadczeń z przypadkami połknięcia pamięci USB” – tłumaczy Mike Sager.
Necula oraz trzech innych podejrzanych montowało na bankomatach nakładki odczytujące dane z kart płatniczych.
Google uruchamia blokadę na filtr rodzinny SafeSearch
10.03.2010, 11:21 | komentarze (0)
 Firma Google uruchomiła nową funkcję, która pozwoli użytkownikom wyszukiwarki zablokować filtr rodzinny SafeSearch. Blokadę zdjąć będzie mogła tylko uprawniona do tego osoba, jak na przykład rodzic czy nauczyciel.
Wielu użytkowników wyszukiwarki Google woli, aby w wynikach wyszukiwania nie wyświetlały się treści dla dorosłych. Filtr SafeSearch sprawdza strony i grafiki dostępne w internecie pod kątem treści erotycznych i usuwa je z wyników wyszukiwania. Teraz rodzice mogą ustawić blokadę filtra SafeSearch, zabezpieczając jego działanie dodatkowym hasłem.
Ponadto, kontrolę nad blokadą filtra SafeSearch ułatwia grafika w postaci kilku kolorowych kul wyświetlających się na stronie z wynikami wyszukiwania. Dzięki temu, nawet patrząc z daleka, rodzice i nauczyciele mogą się upewnić, że blokada SafeSearch jest nadal aktywna. Jeśli okaże się że strona z wynikami wygląda jak zwykle, można w szybki i prosty sposób sprawdzić ustawienia filtra SafeSearch i ponownie ustawić blokadę.
Filtr SafeSearch blokuje wyświetlanie w wynikach wyszukiwania większości witryn i stron internetowych zawierających treści i grafiki o charakterze jednoznacznie seksualnym.
Domyślnym poziomem filtra SafeSearch jest Filtrowanie umiarkowane, które filtruje jedynie zawartość obrazów, ale użytkownicy mogą również wybrać poziom Filtrowanie ścisłe, aby zastosować filtrowanie zarówno do grafiki, jak i tekstu. Jest też poziom Bez filtrowania, który wyłącza filtrowanie SafeSearch dla grafiki i tekstu.
Żadne filtrowanie nie jest w 100%, skuteczne, ale opcja SafeSearch pomaga użytkownikom Google wyeliminować treści, których nie chcą oglądać w swoich wynikach wyszukiwania lub przed którymi chcieliby ochronić swoje dzieci.
Aby zablokować filtr SafeSearch, należy wykonać następujące czynności:
• Wybierz Ustawienia na stronie głównej wyszukiwarki Google, a następnie kliknij opcję Ustawienia wyszukiwania.
• Kliknij link „Zablokuj filtr SafeSearch” znajdujący się poniżej opcji poziomu filtra SafeSearch
• Zaloguj się do swojego konta Google.
• Kliknij link „Zablokuj filtr SafeSearch”. W ten sposób ustawisz ścisły poziom filtrowania SafeSearch.
• Wirująca ikona wskazuje, że trwa ustawianie filtra SafeSearch na poziom Filtrowanie ścisłe we wszystkich domenach Google.
Apple krótko trzyma deweloperów
09.03.2010, 13:59 | komentarze (0)
 Jeśli tworzysz aplikację dla iPhone, to nie możesz jej udostępniać poza App Store, pozwalasz na usunięcie jej w każdej chwili i zobowiązujesz się nie mówić innym o warunkach umowy z Apple - donosi Electronic Frontier Foundation. Takie warunki dystrybuowania aplikacji na rynku komputerów są czymś niewiarygodnym, a już niebawem mogą one dotyczyć twórców aplikacji dla iPada, który przecież ma zastąpić komputery przenośne.
Aplikacje w sklepie App Store są dostępne dla posiadaczy urządzeń iPhone oraz iPod Touch, a od 3 kwietnia będą z nich korzystać także nabywcy iPadów. Tablety Apple mogą zastąpić netbooki, ale będą się od nich różniły jedną rzeczą – normami w zakresie dostępu klientów do oprogramowania.
Wszyscy wiedzą, że aplikacje dla iPhone'a są dostępne tylko w App Store. To czyni Apple wyłączonym dystrybutorem programów, ale to nie wszystko. Firma Apple pozwala na tworzenie aplikacji firmom trzecim, które zgodzą się na warunki zawarte w dokumencie pt. iPhone Developer Program License Agreement. Wczoraj kopie tego dokumentu opublikowała Electronic Frontier Foundation (EFF), która wydobyła go od NASA powołując się na prawo do uzyskania informacji publicznej. NASA jest bowiem autorem jednej aplikacji dostępnej w App Store.
EFF wyciągnęła z dokumentu Apple to co najciekawsze. Przede wszystkim zabrania on deweloperom publikowania oświadczeń na temat warunków porozumienia z Apple. Może być to dowód na to, że Apple jest świadoma wad tego porozumienia.
Rozdział 7.2 mówi o tym, że aplikacje stworzone za pomocą narzędzi programistycznych od Apple nie mogą być dystrybuowane przez sklep inny niż App Store. Jednocześnie jednak Apple ma możliwość odrzucenia każdej aplikacji, nawet jeśli spełnia ona formalne wymagania. Wychodzi więc na to, że jeśli deweloper poświęci swój czas na stworzenie programu i Apple go odrzuci, nie można sprzedać dzieła gdzie indziej.
Rodział 2.6 zabrania wykorzystywania SDK od Apple do celów innych niż opisane w porozumieniu (chodzi o ograniczenie inżynierii wstecznej). Z kolei rozdział 3.2 mówi o korzystaniu z oprogramowania Apple (nie tylko tego dla iPhone'a) wyłącznie w sposób określony w porozumieniu.
Rozdział 8 mówi o tym, że Apple może w każdej chwili usunąć aplikację ze sklepu. Apple korzystała z tego prawa w lutym usuwając z App Store aplikacje budzące skojarzenia erotyczne. Wtedy stało się jasne, że czas poświęcony na rozwijanie aplikacji dla Apple może stać się czasem straconym w wyniku jednej, arbitralnej decyzji firmy.
Rozdział 14 mówi o odpowiedzialności Apple przed deweloperami. Niezależnie od tego co się stanie, Apple nie zapłaci więcej niż 50 USD odszkodowania.
EFF zauważa, że takie porozumienie jest bardzo jednostronne. Na rynku IT tego typu "umowy" są normą w relacjach między producentami programów i użytkownikami końcowymi. Jest to jednak nowość w relacjach pomiędzy dostawcą platformy i deweloperami. Na takie warunki zgadza się 100 tys. twórców oprogramowania. Każdy sprzedany iPhone umacnia pozycje Apple, bo deweloperzy chcą widzieć swoje programy na ekranach popularnych urządzeń.
Jeśli iPad odniesie sukces, te niezwykłe warunki współpracy będą dotyczyć nie tylko smartfonów, ale także większych urządzeń, towarzyszących użytkownikom przy poważniejszych zadaniach. To może oznaczać początek nowej epoki, w której producent urządzenia dyktuje warunki programistom i użytkownikom.
Lekkie łatanie Microsoftu
09.03.2010, 11:07 | komentarze (0)
 Dziś Microsoft opublikuje dwa biuletyny dotyczące ośmiu luk w systemie Windows oraz pakiecie biurowym Office.
Oba biuletyny oznaczono jako “ważne” – związane są one z błędami pozwalającymi na zdalne uruchomienie kodu we wszystkich objętych wsparciem wersjach pakietu Office przeznaczonych dla systemów Windows i Mac OS X, a także w systemie Windows XP (i nowszym).
Firma z Redmond nie wspomniała nic na temat poprawki dotyczącej kwestii luki w VBScript, która pozwala na przejęcie kontroli nad komputerem ofiary po odwiedzeniu specjalnie spreparowanej strony. Mimo tego Microsoft uspokaja, informując, iż monitoruje sytuację.
Amerykański producent przypomniał jednocześnie, iż w tym roku kończy wsparcie techniczne dla Windows XP SP2 i Windows Vista RTM. W ten sposób firma chce zmusić użytkowników do przesiadki na Windows 7.
Facebook – skradziony pomysł?
09.03.2010, 11:06 | komentarze (0)
 Początki Facebooka datowane są na 2004 rok – 4 lutego 19-letni Mark Zuckerberg uruchomił w Internecie serwis, który wkrótce stał się jedną z najbardziej popularnych stron na świecie- dziś w ciągu miesiąca Facebook odwiedza około 400 milionów osób.
Wkrótce po uruchomieniu strony nad Facebookiem pojawiły się czarne chmury – Marka oskarżyło trzech pracowników Harvardu, którzy utrzymywali, iż pomysł serwisu został im skradziony.
Zarzuty te wkrótce sformalizowano w sądzie – sprawa toczy się po dzień dzisiejszy.
Tymczasem Silicon Alley Insider sugeruje, iż część zarzutów kierowanych przeciwko Markowi Zuckerbergowi jest prawdziwa. SAI podaje, iż w 2004 roku Mark włamał się i wykorzystał prywatne identyfikatory użytkowników Facebooka, aby przeczytać ich korespondencję. Co więcej, SAI sugeruje, że Zuckenberg włamał się do konkurencyjnych systemów w celu zmiany niektórych danych, dzięki czemu informacje te stały się mniej pożyteczne.
Oscara w kategorii najczęściej pobieranego filmu otrzymuje...
08.03.2010, 11:44 | komentarze (0)
 ...Dystrykt 9. Zdobył on uznanie największej liczby internautów. Pod uwagę wzięto 10 produkcji nominowanych do najważniejszej nagrody w świecie filmowym - za najlepszy film.
Przy wyborze zwycięzcy wzięto pod uwagę liczbę pobrań danego filmu z sieci p2p. Dystrykt 9 - film science-fiction, którego akcja rozgrywa się w Johannesburgu, gdzie stworzono tytułowy Dystrykt 9 dla obcych, którzy tym razem występują nie w roli kolonizatorów, a uchodźców - został pobrany 12,64 mln razy. Kasowy film wszech czasów - Avatar - zajął miejsce drugie z liczbą pobrań na poziomie 11,33 mln.
The Hurt Locker, który ostatecznie zdobył statuetkę dla najlepszego filmu, zajął najniższe miejsce podium - film został pobrany z sieci 7,93 mln razy. Najmniejszym wzięciem wśród internautów cieszył się film An Education - pobrano go zaledwie 683 tysiące razy.
Pełne zestawienie:
1. District 9 (Dystrykt 9) - 12,64 mln
2. Avatar - 11,33 mln
3. The Hurt Locker - 7,93 mln
4. Up (Odlot) - 5,44 mln
5. Inglourious Bastards (Bękarty wojny) - 5,38 mln
6. Precious - 4,92 mln
7. Up In The Air (W chmurach) - 4,86 mln
8. A Serious Man - 3,84 mln
9. The Blind Side - 1,85 mln
10. An Education (Była sobie dziewczyna) - 0,68 mln
Serwis TorrentFreak, który zestawienie opublikował, zaznacza jednak, że wyniki te nie mogą być miarodajne. Czas dostępności poszczególnych filmów w sieciach torrentowych był bowiem inny - pewne dostępne były od roku, inne dopiero od kilku miesięcy.
Wyniki te zapewne nie cieszą wytwórni filmowych, które na tej podstawie będą pewnie chciały oszacować swoje straty. Amerykańskie sądy stoją jednak na stanowisku, że nie każde pobranie filmu czy utworu muzycznego z sieci oznacza stratę dla artystów czy wytwórni. Nie ma bowiem gwarancji, że gdyby dany plik nie był dostępny w sieciach p2p, internauta zakupiłby jego legalną wersję.
Literówki w adresach to coraz lepszy biznes
08.03.2010, 07:58 | komentarze (0)
 Internetowe przekręty finansowe najczęściej kojarzą się z hakerskimi napadami na konta bankowe. Tymczasem nie mniej intratny jest inny proceder - przestawianie literek, kreseczek i kropeczek. Wystarczy mały błąd, pomyłka, rozpędzone nadto palce i już internauta ląduje w nieznanych zakamarkach sieci...
Rejestrujących adresy internetowe różniące się nieznacznie od tych oryginalnych nazywa się w sieci porywaczami domen lub typosquattersami. Wystarczy im mały błąd, by przejąć domenę i wykorzystać ją do zarabiania pieniędzy dla siebie.
Kilkanaście dni temu ofiarą takiego porwania padło Radio Maryja. W sieci pojawiła się strona www.radio-maryja.com.pl. Adres bardzo podobny do oficjalnej strony www.radiomaryja.pl. A na niej niemalże wszystko tak samo, jak na oficjalnej stronie radia: informacje o ramówce czy wydarzeniach religijnych. I tylko jedna drobna różnica - numer rachunku bankowego, na który słuchacze mogli wysyłać darowizny.
Strona została zablokowana po kilkunastu dniach. Nie zawsze reakcja jest tak szybka, setki tysięcy typosquattersów na porwanych adresach wciąż zarabiają krocie.
Skoro codziennie półtora miliarda internautów wpisuje setki miliardów adresów internetowych, to przynajmniej raz na jakiś czas ktoś musi się pomylić. Co się wtedy dzieje? Zwykle nic. Ale coraz częściej kończy się to wylądowaniem w niespodziewanym zakątku sieci. Gdzieś na antypodach stron o fantazjach erotycznych, na witrynie sklepu czy firmy z drugiego końca świata lub po prostu w miejscu wypełnionym reklamami.
YouTube porzuca IE 6.0
08.03.2010, 07:55 | komentarze (0)
 Jak zapowiedziano, tak zrealizowano. Google poinformowała, że 13 marca br. starsze przeglądarki, w tym IE6 nie będą już obsługiwane przez popularny serwis wideo.
Jest to prawdopodobnie efekt grudniowego ataku na Gmaila, w którym wykorzystano lukę w programie Internet Explorer 6.0. Podniosły się głosy, zalecające jak najszybszą aktualizację przeglądarki bądź zmianę na inną – w ten sposób swoich obywateli chcą chronić m.in. Niemcy oraz Francja.
Dlatego też Google wycofuje możliwość korzystania ze swoich usług przez starsze przeglądarki – dotyczy to aplikacji wcześniejszych od Internet Explorera 7.0, Firefoxa 3.0, Chrome 4.0 oraz Safari 3.0. Na początku lutego firma poinformowała, że z dniem 1 marca z przeglądarek tych nie będzie można dostać się do Google Docs. Do końca roku zostanie zlikwidowane także wsparcie w Gmailu oraz Kalendarzu – przypomina serwis The Register.
Firma z Mountain View ogłosiła także, że 13 marca podobna zmiana nastąpi także w popularnym serwisie YouTube. Google ostrzega, że filmy dalej będzie można oglądać z wykorzystaniem starszych wersji przeglądarek, jednak niektóre funkcje mogą być nieaktywne. Od połowy ubiegłego roku użytkownicy starszych programów są informowani, że nastąpi taka zmiana. Zaleca im się zmianę przeglądarki na jedną z wymienionych – IE8, Opera 10, Chrome 4.0, Safari 4.0 oraz Firefox 3.6.
Microsoftowi także zależy na tym, by jak najwięcej użytkowników przesiadło się z wersji 6.0 na nowszą, najlepiej 8.0. Dla koncernu oznacza to bowiem mniejsze koszty związane z utrzymywaniem wsparcia technicznego. Tymczasem wciąż co piąty internauta (według NetApplication) korzysta jeszcze z Internet Explorera 6.0.
Opera uspokaja
08.03.2010, 07:53 | komentarze (0)
 Odkryta w Operze luka może być wykorzystana do zablokowania pracy tej przeglądarki, najprawdopodobniej jednak nie ułatwi zdalnego wykonania złośliwego kodu w komputerze ofiary – uspokaja rzecznik Opery.
Błąd przepełnienia bufora w przeglądarce WWW został odkryty przez firmę Vupen Security, o luce już po chwili raportowały Secunia i Sans. Błąd został wtedy określony jako krytyczny, ponieważ umożliwia zdalne wykonanie kodu w komputerze ofiary.
„Sądzimy, że błąd może przede wszystkim przyczynić się do zablokowania pracy przeglądarki, zaś zdalne wykonanie złośliwego kodu jest bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe” - uspokaja Thomas Ford, rzecznik Opery. Zasugerował on użytkownikom włączenie funkcji znanej jako DEP, czyli Data Execution Prevention”.
YouTube w 2010 roku - przychody blisko miliard dolarów?
07.03.2010, 15:32 | komentarze (0)
 Nikt poza wyznaczonymi pracownikami Google nie wie, jaka jest sytuacja finansowa serwisu YouTube. To, o czym mówi rynek jest jedynie spekulacją. Z wypowiedzi szefów firmy wynika jednak, że serwis bliski jest osiągnięcia rentowności.
Sytuacja finansowa najpopularniejszego serwisu z filmami w sieci jest wielką zagadką. Google, do której YouTube należy od 2006 roku, nie publikuje osobnych danych dla serwisu. Przychody i wydatki przez niego generowane są więc głęboko ukryte w sprawozdaniach finansowych firmy z Mountain View. Podobnie sytuacja wygląda z serwisami społecznościowymi - ponieważ nie są spółkami publicznymi, nie mają obowiązku dzielenia się tego typu informacjami z otoczeniem.
Serwis All Things Digital informuje, że YouTube mógł osiągnąć w zeszłym roku przychody na poziomie 727 milionów dolarów, blisko dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Z kolei zysk netto miał wynieść 472 miliony dolarów. Wyniki tegoroczne miałyby być jeszcze lepsze - 614 milionów dolarów zysku przy 945 milionach przychodu. W 2011 roku serwis miałby osiągnąć przeszło 1,11 mld dolarów przychodu. Szacunki te oparte są na wynikach osiąganych przez serwis MySpace i wyliczone zostały przez Citigroup.
Liczby te znacząco się różnią od tego, co wyliczyli specjaliści z Credit Suisse - według nich YouTube w zeszłym roku przyniósł swoim właścicielom zaledwie 240 milionów dolarów przychodu. Przy wydatkach na poziomie 711 milionów dolarów działalność serwisu oznacza blisko pół miliarda dolarów straty - podaje serwis Mashable.
Co do jednego nie można jednak raczej mieć wątpliwości - Google przepłaciła za serwis w październiku 2006 roku, płacąc za niego 1,65 miliarda dolarów. Specjaliści są zgodni, że do tej pory wydatek ten się nie zwrócił i to pomimo bardzo dużego potencjału, jaki tkwi w serwisie. Brakuje jednak pomysłu, jak wykorzystać jego popularność.
Działania w tym zakresie są potrzebne, gdyż Google już wielokrotnie informowała inwestorów, że serwis niedługo zacznie na siebie zarabiać.  Strony: pierwsza | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 ... | ostatnia |